Tropiciele smaków
Adam, Magda, Aleksander. Michał, Monika. Na co dzień spotykają ale w knajpach. Próbują i krytykują, ale przędą wszystkim wymieniają się informacjami: dokąd. Jak i kiedy pojechać, żeby dobrze zjeść albo wypić.
Tak jak inni wędrowcy podążamy szlakami - opowiada 35-letni Adam, - Tyle, że nie są to szlaki górskie, krajoznawcze czy historyczne, tylko kulinarne.
W Europie „turystyka kulinarna” to od dawna odrębna i rozbudowana gałąź tego interesu, Potentatem jest Francja - istnieją tu szlaki kulinarne w 22 regionach, zdecydowana większość dotyczy wina l szampana, ale Francuzi proponują też wędrówki szlakiem serów, oliwy, piwa, jabłek i cydru, calvadosu, a nawet... tytoniu. Kroku dużej Francji usiłuje dotrzymać niewielka Austria, Tu także tematem kulinarnych peregrynacji jest wino (Styria), piwo (region Muehlviertet) czy ser (Vorarlberg). „Serowa” trasa prowadzi od wytwórców aż po „serowe” gospody i liczy ok. 70 km. Serowym Szlakiem nazwano zresztą niejeden szlak, ale cała regionalna sieć. Nieco bliżej warto się wybrać na Słowację, Aby połączyć rozkosze podniebienia i np. żeglowanie do Chorwacji. Węgry zaś zapraszają na wino.
Nie strać głowy Nawet pobieżny rzut oka na spis podróży miłośników kulinarnych peregrynacji utwierdza w przekonaniu, ze zdecydowanie najwięcej odwiedzin dotyczy, alkoholu, - Byliśmy na festiwalach winnych we Francji, na Węgrzech, na Cyprze, a nawet w sąsiedniej Słowacji - entuzjazmuje się Monika, Dodaje, te taki wyjazd to nie tylko okazja do próbowania wielu win w jednym miejscu, ale także do ciekawych obserwacji. - Francuzi są uprzejmi, za to sztywni i namaszczeni, jakby wina poza Francją nie istniały, Cypr - totalna komercja, ale wdzięcznie podana. Za to na Węgrzech i Słowacji luz, zabawa, uśmiech. Widać, że winne imprezy to pretekst do spotkania i wspólnego spędzenia paru godzin z przyjaciółmi. Warto dodać, że z każdą wypita butelka ich grono szybko się powiększa, a różnice językowe tracą na znaczeniu - śmieje się Magda, - Trzeba tylko znać własne możliwości. Rausz - tak, pijaństwo - nie. To żelazna zasada, której hołdują bywalcy tego typu imprez. Panowie za to zdecydowanie ciepło wyrażają się o Austrii. Kilkudniowa wycieczka po lokalnych browarach to coś dla miłośników piwa. - Pilimy marki, których poza regionem się nie uświadczy. Jedliśmy specjały przygotowane na bazie piwa, podglądaliśmy produkcję w browarach, które mają po kilkaset lat - na samo wspomnienie wyjazdu uśmiecha się Aleksander. - Do tego austriacka organizacja: przyjeżdżasz na miejsce, zostawiasz samochód, wsiadasz do busa i przez trzy dni jesz, pijesz i zwiedzasz - dodaje.
Grzybobranie z psem
Chorwacja to raj nie tylko dla żeglarzy czy nurków. Smakosze tez znajdą tu dla siebie sporo atrakcji. Choćby trufle. To grzyby, których jadalna część rośnie ukryta w ziemi. Dlatego do ich poszukiwań używa się specjalnie szkolonych psów. - Weszliśmy do lasu z przewodnikiem. Niepozorny psiak beztrosko biegał między drzewami, co jakiś czas sygnalizując właścicielowi, gdzie są trufle. Dla psa to była zabawa, dla jego pana praca, a dla nas niecodzienna atrakcja – opowiada Aleksander. - Psy są niepozorne tylko na pierwszy rzut oka, Aby stały się „tropicielami trufli”, szkoli się je nawet przaz kilkanaście miesięcy Same trute mają dość specyficzny i intensywny zapach i smak, więc używa się ich przede wszystkim jako dodatku lub przyprawy do potraw. - Hans Kloss kłamał, mówiąc, że najlepsze kasztany są na placu Pigalle. Najlepsze są w Lovranie - przekonuje z kolei Magda. To jeden z najładniej położonych chorwackich kurortów, w którym w październiku każdego roku odbywa się Marunada, czyli Festiwal Kasztanów (maruni to po chorwacku właśnie kasztan). - Jedliśmy nie tylko pieczone. Tamtejsi kucharze potrafią wyczarować kasztanów cały posiłek: zupę. danie główne, a nawet ciasto! - mówi Aleksander.
Teraz Polska! Mimo że rodzima oferta dla turystów - smakoszy nie dorównuje europejskiej, to jednak nie mamy się czego wstydzić. Wlej dziedzinie zdecydowanie „rządzi” Małopolska. Małopolski Szlak Owocowy przebiega przez 7 gmin: Zawoje, Raciechowice, Laskowa, Trzcianę, Łącko, Stary Sącz l Gdów. Na szlaku znajduje się ponad 150 obiektów, przede wszystkim gospodarstwa sadownicze oznakowane specjalnym logo. W gospodarstwie można skosztować, a następnie kupić przetwory z uprawianych tu lub zbieranych w okolicy owoców: jabłek, śliw, truskawek, borówek (jagód), gruszek, wiśni, czereśni i brzoskwiń. Gościnni gospodarze chętnie częstują przybyszy także i tym, czego im (przynajmniej oficjalnie) sprzedawać nie wolno: winem i nalewkami domowej roboty. Na wiosnę każdego roku w Łącku odbywa się święto kwitnącej Jabłoni. To ludowy festyn, na którym przy muzyce kapel ludowych można próbować regionalnych specjalności, w tym słynnej łąckiej śliwowicy. Miłośnicy piwa mogą zwiedzać polskie browary w Żywcu, Poznaniu i Tychach. Nie mamy jeszcze piwnego szlaku, ale za kilka lat - kto wie? Nie liczcie kalorii. Najwięcej „wyjazdów kulinarnych” odbywa się jesienią. - Koledzy w firmie mnie kochają. Wszyscy zabijają się o urlopy w lipcu czy sierpniu, a ja nie staję im na drodze. Mnie interesuje jesień - mówi Adam, O ile bowiem zdecydowana większość szlaków można przemierzać przez cały rok, o tyle największe atrakcje czekają jesienią. Festiwal Wina na Węgrzech jest we wrześniu, podobnie jak na Cyprze. Październik to czas na wizytę w Małopolsce, listopad to Dni Otwartych Piwnic na Słowacji. Warto tak zaplanować wyjazd, by trafić na kulminację sezonu, zwłaszcza że piany Imprez są ogłaszane z dużym wyprzedzeniem. I jeszcze jedno. Na tydzień lub dwa zapomnijcie o liczeniu kalorii. Zobaczycie, ile radości daje wieczór w lokalnej knajpie spędzony z przyjaciółmi, pełen nowych smaków.
|