Wygrywają promocję.
Rozmowa z Janem Wieczorkowskim, prezesem Małopolskiej Organizacji Turystycznej.
W tym roku kapituła plebiscytu nie miała takich problemów jak w latach ubiegłych z opuszczeniem do drugiego etapu. Zgłosiło się bowiem mniej chętnych. Czy myśli Pan, że forma Wielkiego Odkrywania Małopolski przeżyła się? - Nie, na pewno nic, ale myślę, iż trochę szkoda, że zrezygnowaliśmy z kategorii agroturystyka, bo jest to mocna strona naszego regionu. Ona pozwala nam na promowanie najciekawszych miejsc w Małopolsce, szczególnie na różnych targach zagranicznych. Bo powiedzmy sobie szczerze, kto z gości odwiedzających nasze stoiska, czy to w Londynie, czy w Berlinie, w Moskwie, na Ukrainie nie przyjdzie i nie posmakuje prawdziwego chleba bez polepszaczy, z prawdziwym domowym smalcem? Kto nie posmakuje kiełbasy Lisieckiej - takiej nie ma nigdzie na świecie; Kto nie" zechce pokosztować naszych miodów? A to wszystko znajdziemy nie gdzie, indziej tylko w naszych gospodarstwach agroturystycznych. Myślę, że ta kategoria wróci do naszego plebiscytu w przyszłym roku. Jest potrzebni gospodarstwa te potrzebują promocji.
Widać z liczby zgłoszeń, że konkurs zmienia oblicze. Pojawiają się zupełnie nowe obiekty. - I to jest cenne. Po pierwsze, plebiscyt wrósł już na stałe do letniego kalendarza imprez województwa małopolskiego. Po drugie, faktycznie zaczynamy szukać miejsc ciekawych mało znanych, i to tez jest bardzo ważne. Ale ważne jest dla naszego plebiscytu pozyskanie nowych sponsorów. Do tej pory wspierało nas województwo małopolskie, Polska Organizacja Turystyczna, MOT i swoją robotę robiły media. Myślę, że to już jest mało. Może trzeba poszukać sponsora strategicznego, który pozwoli na jeszcze lepszą i szerszą promocję naszego pięknego regionu.
Do tej pory taki sponsor nie był nam potrzebny. Skąd nagle ten pomyśl? - Nie ulega wątpliwości, że Wielkie Odkrywanie Małopolski cieszy się coraz większym zainteresowaniem/nie tylko biorących w nim udział, ale także bo mieszkańców Małopolski oraz gości, którzy wypoczywają na naszym terenie, więc automatycznie potrzeba więcej pieniędzy, aby promować najlepszych. Główna nagroda - Grand Prix - trafia do najlepszego miasta, a przecież trudno porównywać pracę samorządu na rzecz rozwoju turystyki na przykład z wybudowaniem nowego hotelu czy pensjonatu, który przyciąga gości, który przygotowuje sam taki program, że ludzie chętnie przyjeżdżają do tego miejsca po raz drugi, trzeci i kolejny. Dla tych ambasadorów swoich małych ojczyzn tez przydałyby się nagrody finansowe, ale niestety ich nie ma.
Są dyplomy, certyfikaty, wyróżnienia, darmowa reklama w prasie radiu, telewizji, MOT. POT też stara się promować najlepszych. Czy to nie wystarcza? To bardzo dobrze, że jest taka promocja, ale myślę, ze zastrzyk finansowy niejednemu laureatowi pozwoliłby na jeszcze lepszy rozwój, na doinwestowanie, na poszerzenie bazy.
Ale to może trochę wypaczyłoby idee naszego plebiscytu, który ma promować, pokazywać najciekawsze miejsca w Małopolsce... - Wręcz przeciwnie, byłoby jeszcze większe zainteresowanie konkursem. Chociaż i teraz trzeba przyznać, że interesujących ofert w tegorocznym plebiscycie nie brakuje. Widać mieszkańcy czy właściciele obiektów sami szukają, jak najlepiej się zaprezentować, co jeszcze u siebie ulepszyć, co poprawić, aby znowu pojawić się w finale. Jeżeli to się nie uda, to przynajmniej zaistnieć w pierwszym etapie plebiscytu. Poznali doskonale, że jest to jedna z form promocji, którą trzeba i należy wykorzystać.
Wygrywają więc promocję, ale nie tylko dla siebie. - Zgadza się, wygrywają promocję dla całego województwa, bowiem najlepsze produkty z plebiscytu Wielkie Odkrywanie Małopolski Polska Organizacja Turystyczna, tak jak w latach ubiegłych, będzie promować na targach krajowych i zagranicznych.
Zatem MOT nie spoczywa na laurach i szuka najlepszych form promocji naszego jakże interesującego regionu. - Oczywiście, to jest nasz obowiązek, a plebiscyty nam tylko pomagają w znajdowaniu interesujących miejsc w Małopolsce, które możemy zaproponować zagranicznym gościom. Przypomnę, że nasz plebiscyt głównie skierowany jest do turysty krajowego, który przyjeżdża do Małopolski, do swojego konkretnego wybranego miejsca, miejscowości, do swojego pensjonatu, hotelu. Wraca do siebie i mówi, że warto tam pojechać, bo nie tylko ludzie są sympatyczni ale i atrakcji jest do wyboru, i koloru, od spływu łodziami doliną Popradu, przez wspaniałe skanseny, po wielkie wydarzenia kulturalne, jak i choćby Starosądecki Festiwali Muzyki Dawnej czy wielki koncert organizowany przez Annę Dymną dla niepełnosprawnych. Jest więc w czym wybierać. Zatem zapraszamy do odkrywania Małopolski, bo takich atrakcji, takiego jadła i takiej gościnności nie znajdziecie nigdzie.
|