Witojcie w krainie śliwowicy - Paweł Domarecki Małopolskie smaki: Nocleg w Gorcach, w japońskim domu, z którego okien roztacza się widok na tatrzańskie szczyty. Biesiada zakrapiana słynnym regionalnym trunkiem. Spływ górską rzeką. I wszystko to między piątkiem a niedzielą, o kilka godzin jazdy z centrum Polski.
Weekendy w kraju naprawdę nie muszą być nudne. Wystarczy w piątkowe popołudnie usiąść za kierownicą, by po kilku godzinach przenieść się z Warszawy, Wrocławia, Poznania, Łodzi czy Krakowa w sam środek kraju kwitnącej... śliwy. Bo jak inaczej nazwać miejsce, w którym rankiem za oknem widać co prawda tatrzańskie szczyty i zalew w Czorsztynie, ale za to gospodarze są prawdziwymi Japończykami? Częstują herbatą, uśmiechają się, jak tylko oni potrafią, a jeśli ktoś przypadnie im do gustu – uraczą go nie tylko narodowymi specjałami i relaksacyjnym masażem, ale nawet organowym koncertem. A to wszystko w Harklowej, blisko Nowego Targu, 380 km od stolicy. Byliśmy, widzieliśmy, zachęcamy. To lepsze i zdecydowanie bardziej oryginalne niż pobyt w zatłoczonym Zakopanem. Kiedy już dojedziemy do Harklowej, zostawiamy samochód na parkingu i wsiadamy do terenowego nissana. Za kierownicą gospodyni – Akiko Miwa albo jej córka – Nobu. Trzy kilometry gliniasto-kamienistym duktem pod górę i wita nas zupełnie inny świat. Zapach kadzidełek, góralskie ciupagi na ścianie i japońskie haiku na stole. Pensjonat z jodłowych bali, za oknem krystaliczne powietrze i absolutny spokój. Akiko zbudowała swój mały raj przed trzynastoma laty. W Polsce chce zostać na zawsze. Jej goście skorzystają z nastrojowego jacuzzi (z widokiem na zielone jodły) i basenu z mineralną wodą. Kuchnia – świetna! Ale, by móc uraczyć się tym wszystkim w sezonie, noclegi trzeba zamówić z wyprzedzeniem. Jeśli się uda, już sobotnim świtem można na kilka godzin utonąć w gorczańskich lasach. Pooddychać pełną piersią. Zanurzyć się w krajobrazie. By tuż potem, po zjeździe do Harklowej i pożegnaniu ze skośnooką gaździną, ruszyć dalej. Na początek do Łącka. Po śliwowicę. Tę prawdziwą, ze śliw rosnących na południowych zboczach. Gdzie jej szukać? Podpowiadamy: jeśli zrobicie dobre wrażenie, może dowiecie się tego od lokalnych sadowników, łąckich producentów owocowych przetworów, a nawet w miejscowych sklepach. Ale uwaga – tutejsza śliwowica to trunek niebezpieczny nie tylko dlatego, że produkuje się ją i sprzedaje poza systemem akcyzy: ma ponad 70 proc. mocy. Sam jej aromat potrafi wywołać zawrót głowy. Ceny? Od 35 do 45 zł za pół litra. Z dobrze zabezpieczoną łącką śliwowicą w bagażniku sobotnie popołudnie wydaje się jeszcze weselsze. A zatem naprzód – do Piwnicznej. Po drodze, w Rytrze, w tamtejszym ośrodku Perła Południa warto zjeść późny obiad. Jednak nie w samym hotelu, lecz w drewnianym szałasie – restauracji nad pstrągowym potokiem. Jeśli wcześniej powiadomimy szefa kuchni – i baranka upiecze, i regionalną ucztę uszykuje jak należy. I jeszcze jedno – Rytro niebawem stanie się modnym zimowym ośrodkiem narciarskim. Inwestycje już idą tam pełną parą. Warto zatem przyjrzeć się bliżej tym zboczom i lasom. Zimą będzie jak znalazł! Piwniczna zimą zmienia się w centrum sportów zimowych. Niedaleko stąd do Wierchomli i jej wielokilometrowych tras narciarskich. A wiosną i latem to doskonałe miejsce na kurację wodami mineralnymi. Szczawa wodorowęglanowa Piwniczanka w niczym nie ustępuje krynickim wodom zdrojowym. Baza noclegowa – coraz bogatsza. Jeśli nie zanocujemy w Rytrze, w Piwnicznej można stanąć np. w nowym hotelu apartamentowym Leśny Dwór lub w jednym z pensjonatów. W niedzielę rano godna uwagi jest godzinna wycieczka do Kamiannej, nieopodal Piwnicznej. Miejsce warte odwiedzenia z racji… miodu. Kamianna jest polską stolicą tego specjału. W pasiece Barć kupujemy więc co trzeba i zjeżdżamy na dół, gdzie już czekają tratwy: pora na spływ Popradem! Po lewej – pasmo Radziejowej. Po prawej – pasmo Jaworzyny. Na tratwie – ostro dowcipkujący górale. Po spływie (ok. 1,5 godz.) pora się pomału zbierać. Ale najpierw trzeba coś zjeść! Najlepiej w Nowym Sączu. W gmachu ratusza mieści się najlepsza chyba w okolicy regionalna restauracja. Ciekawsze dania: kapuśniorka z żeberkami, lokalne pierogi (godne widelca!), golonka pieczona na miodzie. No i, oczywiście, koniecznie trzeba zapytać o fizioły – fasolę ze śliwkami suszonymi, duszoną w miodzie. Małopolska kusi jednak nie tylko Piwniczną, Popradem, regionalnymi smakami. W Nowym Sączu przyciąga łemkowski skansen, w Szczawniku, Żegiestowie, Tyliczu i Dubnem – stare drewniane cerkiewki, w Starym Sączu – klasztor Sióstr Klarysek, w Nowym Sączu – muzeum z kolekcją ikon. A jeśli do tego dodać zamki w Czorsztynie i Niedzicy... Gdy się ma trochę szczęścia, można też zaliczyć jedną z regionalnych imprez, np. Święto Kwitnącej Jabłoni w Łącku. Górale krzeszą krzesanego, góralki wirują, regionalna orkiestra dęta prowadzi konną paradę w rytmach podhalańskich, wygrywanych na zmianę z melodiami wprost z... Chicago. Weekendy w Polsce wcale nie muszą być nudne...
|